Wracam niekiedy wspomnieniami do swoich korzeni fotograficznych. Wywoływania negatywów, a potem wielogodzinnego męczenia odbitek w zaciemnionej łazience. To był proces tak samo twórczy, jak wykonywanie zdjęcia, ale jednocześnie strasznie nietolerancyjny na wszelkie pomyłki. Ograniczenia zarówno te w ciemni, jak i przy wykonywaniu zdjęć z pewnością pozostawiły we mnie trwały ślad. Taki ślad, który nieraz każe mi opowiadać mini historie wewnątrz dużej, składać rozdziały, by mogła powstać większa, spójna całość. Reportaże, decydujące momenty, portrety łapane na negatywach musiały na sekundę przed naciśnięciem spustu migawki powstać w głowie, tak by nie zmarnować 1/36 kliszy.

Do czego zmierzam? Do tego, że chciałbym Wam pokazać historię ślubu Ani i Mateusza przedstawioną  na jednym negatywie. Wybrałem 36 zdjęć, dokładnie tyle ile rejestrował materiał światłoczuły małego obrazka. Subiektywnie. I to bardzo. Chronologicznie (prawie, bo wplotłem kilka kadrów z sesji). Taki trening dla samego siebie, by skoncentrować się na tym co najważniejsze i przyciągające uwagę. Kadry kolorowe, czarno- białe, moje. Zapraszam.


Soprano Tarnów| Anna & Mateusz

Leave A

Comment